Film tak zły, że aż dobry w erze AI slopu

5 sierpnia w chińskich kinach miał premierę film, którego chyba nikt nie chciałby oglądać na serio. Ale AI slopu wciskanego nam bez przerwy przez algorytmy w social mediach przecież też nie chcemy oglądać.

Nieprawdopodobna historia chińskiego filmu

Film pod tytułem Niu Lai (chin. 牛来, Nadchodzi cielak1) zadebiutował w chińskich kinach 5 sierpnia i początkowo był absolutną klapą – w ciągu pierwszych 10 dni w całym kraju zarobił ekwiwalent 1000 dolarów. Wkrótce po swojej premierze stał się jednak swego rodzaju memem, a zyski z biletów poszybowały w górę. Dziś, prawie miesiąc po oryginalnej premierze, produkcja zarobiła ponad 10 milionów dolarów stając się dziesiątą najbardziej kasową tegoroczną animacją w Chinach i ścigając się w box officowym wyścigu z Odyseją Christophera Nolana.

Co to w ogóle za film?

Jak wygląda animacja Niu Lai każdy widzi: jest tak paskudna, że nawet niskobudżetowe animacje 3D z początku XX wieku wyglądają przy niej jak arcydzieła. Co jednak ciekawe, to nie jakość animacji jest główną przyczyną niesławy filmu, a przynajmniej nie jedyną. Chińscy widzowie w Internecie w równym stopniu narzekają na aktorów dubbingowych i chaotyczny sposób prowadzenia fabuły.

Choć idea wpuszczania tego typu dzieła do kin brzmi absurdalnie, wszystko nabiera sensu, jeśli zajrzy się za kulisy produkcji. Okazuje się bowiem, że za filmem stoi duet amatorów, Xin Yumeng i jego matka Sun Lifang, którzy samodzielnie film ufundowali, napisali, wyreżyserowali, zrealizowali, podłożyli głosy postaciom, napisali i wykonali ścieżkę dźwiękową, a także zajęli się dystrybucją obrazu. Gdyby tego było mało, całość animacji wykonano w programie SketchUp, którego przede wszystkim używa się do projektowania architektury i wnętrz, nie animacji filmowej.

Kiepski hicior w nowym kontekście kulturowym

Duża popularność miernych filmów nie jest w erze Internetu niczym nowym. Dzieła takie jak The Room, Film o pszczołach czy Ludzka stonoga są dziś kultowe właśnie dzięki swemu kiczowi. Wydaje się jednak, że o ile parę lat temu tego typu produkcje były wyłącznie guilty pleasure dobrym na wieczór z przyjaciółmi i alkoholem, tak w 2026 roku mają nowe znaczenie w dyskursie o sztuce filmowej. Wśród komentarzy o Niu Lai w social mediach pojawiają się bowiem głosy twierdzące, że nie ważne jak zły byłby to film – mimo wszystko pozostaje lepszy i bardziej wartościowy od jakiegokolwiek filmiku wygenerowanego przez sztuczną inteligencję wyłącznie z tej przyczyny, że została weń włożona ludzka praca i serce. I choć oczywiście tego typu głosy są kroplą w morzu wszystkich opinii na temat filmu, trudno nie odnaleźć w nich ziarnka prawdy. Pomimo kolejnych zapewnień Sama Altmana i jego kolegów treści AI wciąż są odróżnialne od tych ludzkich – i nawet, jeśli nie widzimy ingerencji sztucznej inteligencji, w zdecydowanej większości przypadków jesteśmy w stanie ją wyczuć, nieważne, czy chodzi o afisze na Krakowskim Przedmieściu w nowej Lalce produkcji Telewizji Polskiej, tekst na blogu podobnym do tego, czy właściwie większość elementów składających się na (poza użyciem AI bardzo udaną) grę wideo Indika. Czy w takim razie produkcje z półki „filmowej klasy Z” staną się nowym bastionem na wojnie sztuki z AI slopem? Dwukrotnie rzuciłem filmoznawstwo, więc nie jestem osobą kompetentną do stawiania takich tez, ale czacik™ na pewno by się ze mną zgodził.

This content is blocked because Twitter/X cookies have not been accepted.

Masz własne przemyślenia na temat Niu Lai?? Napisz do mnie za pomocą tej strony!! :‣)

  1. tłumaczenie własne. ↩︎

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *